DLUGA OPINIA BEZ…

DLUGA OPINIA BEZ…

DLUGA OPINIA BEZ SPOLIERÓW

Dobra, skończyłem całe TLoU 2 – gra która jest zimnym prysznicem dla Sony, ND oraz dla środowiska recenzenckiego.

Gdybym miał porównać w jednym zdaniu nową grę do pierwszej części to bym napisał:

Jeśli pierwszy TLoU jako całość był genialnym fragmentem, to sequel ma tylko kilka dobrych fragmentów, reszta ginie w problemach narracyjnych i gameplayowych.

Gdybym całe moje odczucia miałbym porównać do jakieś innej istniejących gry to byłoby Uncharted 3. Czyli meeh i zmęczenie grą.

Gdybym miał opisać swoje uczucia po zakończeniu gry to nie miałem Cage’owego emołszyns, takiego jak – „to już koniec tej historii, nie wiem co robić z sobą”. Takie emołszyns zostawiały gry pokroju Mass Effect 2, Wiedżmin 3, God of War 2018, pierwszego The Last Of Us, Death Stranding cz Red Dead Redemption 2.

Dobra, to co w takim razie jest nie tak? Na płaszczyźnie fabularno narracyjnym – wszystko. Poza kilkoma wyjątkami gra jest jednym wielkim cringem. Bohaterowie są płytcy, nie mają swojej głębi – przez co ciężko nam z nimi zbudować jakąś więź. Kwestie mniejszości seksualnych, religijnych są używane jako atrybuty, postacie które reprezentują te mniejszości to chodzące awatary i nic więcej – w ogóle nie jesteśmy w stanie do nich się przywiązać, bo poza kwestiami tych atrybutów nie mając nic innego do zaoferowania (innych żadnych charakterystycznych ludzkich cech).

Druga część praktycznie ignoruje charakter bohaterów i ich doświadczenia z poprzedniej przygody. Praktycznie mamy tutaj podobną sytuacją jak z sticomami – w nowym sezonie czy odcinku bohaterowie nie pamiętają (bądź produkcja tego nie pokazuje) co się w sumie zdarzyło. Co w konsekwencji wprowadza nas do odrzucenia tych bohaterów – ciężej jest nam ich zrozumieć. Tommy i Joel to jakieś stare dziady.

Początek gry – prolog w Jackson jak Settle dzień 1 to bardzo dobre fragmenty gry, ale im dalej w las tym bardziej jest gorzej. Historia zaczyna się gubić, narracja rozmywać, motywacja zanikać. Gra robi wiele fikołków aby utrzymać historię logiczną i spójną

Problemy z narracją jak i historią uwypuklają game loop gry – bo jeśli nie angażuje nas historia to widzimy lepiej „mechaniki” które popychają historie do przodu. Gra opiera się na korytarzach i arenach, gdzie zmianie ulegają dwie rzeczy – frakcja przeciwko której walczymy, jak i stylistyka lokacji w której odbywa się potyczka. Problemem jest balans ilości walk do eksploracji czy narracji. W drugiej połowie gry, praktycznie nie mamy oddechu, czasami mamy kilka mniejszych aren pod rząd! Strasznie mnie to męczyło – bo w tylko głowie miałem – ile tego jeszcze. Jedynka pod tym względem była lepiej zbalansowana, nie dawała odczucia znużenia. Natomiast druga część już po połowie strasznie męczy i irytuje, zwłaszcza gdy dodamy do tego bezsensowną przemoc która się wylewa z ekranu.

Wszystko to wygląda jakby ktoś sklejał fabularnie różńe fragmenty gry z różnych etapów produkcji, bo praktycznie w pewnych momentach kwestia narracji stoi w miejscu i musimy odbębnić długi fragment retrospektywy z innej perspektywy xD – gdy gra zatrzymała się w kluczowym wątku xD. Potem jest jeszcze lepiej – bo gramy retrospektywę w retrospektywie co już jest totalnym absurdem xD.

Kwestia frakcji – są w sumie tylko tłem – nie znamy ich motywacji, nie znamy ich historii, w ogóle XD – że po 4 latach w Settle zaroiło się od tylu ludzi xD. Good job Druckmann XD. Ich prezentacja jest żałosna kiedy porównamy ich do kanibali z pierwszej części.

Bohaterów nie da się polubić, nowych jeszcze bardziej – po prostu są. Wszyscy nowi drugoplanowi się chowają w stosunku do takiego Billa, Tess czy Marlene z pierwszej części.

Koniec gry tak mnie obchodził, że w sumie dałbym jakiemuś dzieciakowi żeby to on za mnie skończył – bo wszystko wyglądało tak:
– starcie;
– kolejne starcie;
– jakaś cutscenka która mówi, że trzeba kogoś zabić;
– potem jakaś eksploracja;
– och kolejne starcie;
– jakiś dialog który nic nie mówi;
– zbieranie zasobów;

I tak w kółko. Miłym urozmaiceniem były zagadki logiczne, ale te pojawiły się tylko w pierwszej połowie gry, a potem po prostu zniknęły – jakby zupełnie o nich zapomniano i tylko jechano z arenami od szablonu.

Wątki LGBT – spoko, ale zostały one potraktowane instrumentalnie, że obrażają tych ludzi. Bohaterowie z mniejszości są używani jako awatary aby pokazać, że są mniejszością – żadnych innych ludzkich cech.

Cała historia, rozłożona na czynniki pierwsze ma sens – moim zdaniem tytuł poległ jeśli o brak balansu, wyważenia oraz szlifów w opowiadanej historii.

Pozytywne rzeczy? Walory produkcyjne – oprawa audiowizualna, przywiązanie do detali, wygląd lokacji, voice acting, polski dubbing (Elie super, Joel już nie – nawet w dubbingu zrobili z niego dziada), system walki, poprawiony ekwipunek – to jest topka jeśli chodzi o dzisiejsze gry. Dodatkowo gra oferuje duże możliwości dostosowania jej pod osoby niepełnosprawne – szacunek za to.

TLoU2 to gra skrajna, dostaliśmy sequel do gry która jak się okazuje nie potrzebuje sequela bo jest grą kompletną.

Czas jakoś zakończyć ten wywód. W ND po Uncharted 4 odeszło dużo ludzi i to niestety widać, osoby które potrafili złożyć grę do kupy i nadać konkretny kierunek straciły moc decyzyjną. Zostawienie Druckmanna jako osoby która jest głową projektu zemściło się, a wyrzuceni pracownicy i ci co odeszli okazało się, że mieli racje. ND zostało growym kołochozem. Pytanie co zrobi w takim razie Sony – czy zrobi porządek, czy zamknie oczy – cóż zobaczymy w przyszłości.

Najbardziej niebezpieczną rzeczą w aktualnej dyskusji odnośnie TLoU2 jest używanie przez obrońców tej gry argumentu – hur dur ludzie krytykują bo homofoby. Niektóre portale już zaczęły produkować artykuły broniące TLoU2. Apeluje do wszystkich którym ta gra się nie podoba, aby nie używać argumentów odnośnie „ZLa bo geje” bo tylko dajecie oręż obrońcom.

#thelastofus #ps4 #gry #takaprawda #gownowpis #opinia #thelastofus2


Comments are closed.